PrzeglądOponiarski.pl - Archiwalne


W firmie Landowscy OPON-LAN

Z wizytą ... w firmie Landowscy OPON-LAN w Bydgoszczy

Oponiarze od pradziada po wnuki

Gabinet szefa firmy Landowscy OPON-LAN przypomina trochę salę muzealną, gdzie rzeczy nowoczesne przeplatają się z zabytkami. Obok komputera stoją bowiem stare ponad 60-letnie drewniane narty z przerdzewiałymi wiązaniami. Obok zaś narty nowoczesne z kompozytów. Na tych drewnianych zjeżdżał przed laty pierwszy właściciel i twórca firmyKonrad Roenspiess – teść obecnego szefa, Feliksa Landowskiego. Mimo upływu czasu można by na nich jeszcze dziś spokojnie szusować po ośnieżonych górkach.

Po przeciwnej stronie zaś zabytkowe bagnety, szabla, pistolet typu „mauzer”. Jak przyznał młodszy z synów pana Feliksa – Grzegorz – owe trofea kupował z bratem Maciejem na pchlich targach. Wystrój gabinetu szefa zamyka półka z pucharami i medalami zdobywanymi obu braci w zawodach kartingowych, które przez pięć lat stanowiły treść życia ojca i synów. Wszystkiemu zaś towarzyszy wszechobecny zapach gumy.

Rozpoczął teść

Aby jednak dojść do wyścigów kartingowych trzeba się cofnąć do 1945 roku, kiedy to zaczyna się historia firmy Landowscy OPON –LAN z Bydgoszczy. Tuż po zakończeniu II wojny światowej w 1946 roku Konrad Roenspiess otworzyłwarsztat wulkanizacyjny. Naprawiał dętki, bieżnikował opony, produkował „zimeringi” i węże hydrauliczne. Potem na kilka lat K. Roenspiess zatrudnił się na posadzie państwowej. Długo jednak na niej nie wytrzymał i w 1950 roku ponownie wrócił prywatnego warsztatu, tym razem mechaniki pojazdowej, w którym dokonywał regeneracji świec zapłonowych, węży do pomp samochodowych, produkował uszczelki. Wyroby te były eksportowane nawet do byłego ZSRR i Czechosłowacji. W takiej formie przedsiębiorstwo przetrwało do 1962 roku. W tymże roku pan Feliks ożenił się z córką Konrada Roenspiessa – Alicją.

Do obecnej siedziby przy ul. Gajowej 28/30 firma zawędrowała w 1967 roku. Wcześniej jednak, bo w 1965 r. K. Roenspiess wraz z zięciem rozpoczęli bieżnikowanie opon.

- Zaczęło się od jednej formy. Potem było ich dziesięć, dwanaście i więcej – wspomina F. Landowski. – Byliśmy jedną z pierwszych firm bieżnikujących opony w Bydgoszczy. Może o rok, dwa wyprzedził nas pan Daniel. W połowie lat 60. działało się naprawdę trudno. Brakowało wszystkiego począwszy od surowców, których na rynku praktycznie nie można było kupić. Jeździliśmy więc do Dębicy, Olsztyna i kupowaliśmy odpady. Mimo wszystko wspominam ten okres działalności jako dobry. Powiększyliśmy bowiem wielkość hal produkcyjnych, zmodernizowaliśmy park maszynowy. W takiej formie przedsiębiorstwo funkcjonowało do śmierci teścia w 1977 roku. Od 1 sierpnia tego roku warsztat przeszedł w moje ręce. Początek samodzielnej działalności nie należał do łatwych. Byłem nowym człowiekiem w branży, bez nazwiska. To był wielki problem, aby załatwić materiały. Pamiętam, że za oponami bieżnikowanymi ustawiały się kolejki chętnych, jak za masłem czy mięsem, długie na 50 metrów. Ludzie zapisywali się i zdejmowali używane. Myśmy je bieżnikowali, a oni je odbierali w wyznaczonym terminie.

Wolny rynek wymusił

Era bieżnikowania zakończyła się wraz z PRL-em. W 1989 roku firma zaprzestała bieżnikowania przestawiając się na sprzedaż nowego ogumienia. Wolny rynek wymusił też unowocześnienie parku maszynowego. Zresztą właściciele OPON-LAN czuli, iż bez zastrzyku nowej techniki w branży wulkanizacyjnej nie da się dłużej działać. Zakupiono nowoczesne montażownice, wyważarki komputerowe. Wszystko z Hoffmana. Zmieniony został także wygląd zewnętrzny i wewnętrzny warsztatu oraz biur.

- W 1990 roku starszy syn – Maciej – otworzył OPON-LAN bis. Jego firma zajmowała się głównie sprzedażą ogumienia. Wówczas dosłownie rynek chłonął każda ilość. Można było wręcz sprzedawać z samochodu. Firma rozwijała się, ale tylko ze środków własnych. Ja natomiast skoncentrowałem się na serwisie. Po ukończeniu studiów w 1995 roku młodszy syn – Grzegorz – założył swoja firmę OPON-LAN -TIR, która obsługiwała transport ciężarowy. Te trzy przedsiębiorstwa funkcjonowały niezależnie od siebie.

Razem lepiej

W 1998 roku trzej panowie Landowscy doszli jednak do wniosku, że lepiej będzie działać razem w jednym przedsiębiorstwie. Przede wszystkim obniżeniu miały ulec koszty funkcjonowania. W poprzednim układzie każda z firm miała odrębną księgowość, powielały się niektóre działania marketingowo-finansowe. Powstała więc spółka cywilna OPON-LAN Landowscy.

Nowa firma zarządzana przez ojca i synów zajmuje się handlem oponami od najmniejszych do największych, posiada serwis w Inowrocławiu oraz drugi w Bydgoszczy przy ul. Łęczyckiej.

Zamiarem ojca i synów było utworzenie firmy typowo rodzinnej, chociaż jak to pomiędzy dorosłymi ludźmi zdarzają się zgrzyty. Jednak te – co podkreślił pan Feliks - występują czasami, ale tylko w sprawach poza zawodowych. W kwestiach zawodowych wszyscy trzej mówią jednym głosem, co przyznał w rozmowie jeden z synów – Grzegorz.

- Zgrzyty jeśli bywają nie mają żadnego wpływu na funkcjonowanie firmy. To tak samo jak z rządem. Ministrowie się kłócą, a państwo istnieje i działa normalnie. W razie jakiegoś nieporozumienia staramy się zawsze wypracować kompromis. Decydujący głos mam zazwyczaj ja – podkreśla F. Landowski. - W prace przedsiębiorstwa, mimo że nosi ono miano rodzinnego, nie włączają się żony synów. Natomiast moja żona Alicja bardzo aktywnie do niedawna jeszcze współpracowała ze mną. Zawsze była moją prawą ręką. Od momentu, gdy powstała spółka wyłączyła się, ponieważ firma jest tak duża, że nie poradziłaby sobie z prowadzeniem spraw biznesowych i domu.

Większość szuka tańszych

Klienci najchętniej kupują opony Michelin, Dunlop, Bridgestone/Firestone, Continental, Pirelli, Cooper, Dębica, Olsztyn. Generalnie sprzedawane są opony osobowe i ciężarowe. Oczywiście większą grupę stanowią ci poszukujący opon tańszych. Tacy klienci stanowią około 60-70 procent trafiających do OPON-LAN. Pozostała część to ludzie szukający dobrych i drogich opon. W ciągu roku firma sprzedaje około 25-35 tys. sztuk letnich i 12-15 tys. opon zimowych.

Już wiosną szefowie firmy przygotowują się do kolejnej jesieni i zimy. Zamówienia wysłane w kwietniu i w maju są już realizowane. Pan Feliks przypuszcza, iż w tym roku klienci kupią w jego firmie około 12 tys. „zimówek”, czyli podobną ilość jak w ubr. Jeśliby się okazało, że zamówiono za mało tego typu opon, z dokupieniem nie byłoby problemu. Może tylko w przypadku jakichś szczególnych rozmiarów. W Bydgoszczy OPON-LAN był prekursorem sezonowego przechowywania kół. Zaczęło się to 5-6 lat temu. Obecnie stała klientela liczy 350 osób. Koszt przechowania jest wręcz symboliczny.

Oczywiście na sprzedaży opon nie kończy się działalność przedsiębiorstwa. Ważną sprawą jest serwis i naprawy. Te mimo najlepszych mieszanek, oplotów, technik i technologii muszą być realizowane. Żadna opon bowiem nie oprze się gwoździom, szkłu, wysokim krawężnikom i dziurom w jezdniach. Do napraw najczęściej stosowane są materiały TIP-TOP (kołki, łatki i kleje). Urządzenia serwisowe natomiast pochodzą od Hoffmana i Beissbartha.

Każdy ma szansę na rozwój

W OPON-LAN Landowscy zatrudnionych jest 23 pracowników. Są to głównie ludzie młodzi. Zakład otwarty jest od 8 do 20.00. Generalnie do pracy przyjmowani są absolwenci szkół technicznych – po technikum samochodowym. Zachodzi tylko kwestia przyuczenia. Wystarczy na to poświęcić sześć miesięcy.

W firmie praktycznie nie ma rotacji. Jeśli już ktoś się zatrudni, to szanuje pracę. – Nie przyjmuje ludzi po to, żeby ich wykorzystać i zwolnić. Przyjmuję po to, by go wykształcić i utrzymać. Generalnie nie mam żadnych problemów z pracownikami. Każdy pracownik ma u nas dobre warunki pracy i szansę na rozwój. Zatrudniam bowiem czterech studentów. Jeden studiuje na AWF, drugi historię, trzeci marketing i zarządzanie. I ci chłopcy pracują w serwisie na produkcji. Czwarta studentka znalazła zatrudnienie w biurze. Dwie osoby skończyły teraz szkołę średnią, a trzech kolejnych jeszcze się uczy. Mogę powiedzieć, że mamy światłą załogę. Nikomu nie robię problemu, jeśli chce się uczyć. Ja ich nawet zachęcam, bowiem uważam, że edukacja i wiedza w ogóle nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Zresztą nigdy nie wiadomo, gdzie się w życiu trafi. Nie boję się, że kończąc szkołę odejdą. Jeśli znajdą lepsze miejsce. Na opuszczone stanowisko znajdę następnego. Nie biorę jednak ludzi z ulicy, a takich którzy szukają pracy poprzez urząd zatrudnienia. Są to zazwyczaj absolwenci szkół zawodowych, średnich lub nawet wyższych. Hobby

- Moim hobby jest sport. Uprawiam kolarstwo od wielu lat. W weekendy robię 30-50 kilometrowe wycieczki. Mimo że mam 63 lata jest to dla mnie wielka frajda i sposób na utrzymanie dobrej kondycji. Lubię też jeździć na nartach. W tym roku szusowałem po stokach w Alpach dzięki tygodniowym wczasom ufundowanym przez firmę Dunlop. Poza tym moją pasja jest piłka nożna i tenis ziemny. Z uwagą oglądałem Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, turniejów Lorand Garose i Wembledon oraz wyścigi kolarskie typu Tour de France. Typowałem zwycięstwo Holandii, kibicowałem Francuzom. Nie byłem i nie jestem zwolennikiem Włochów, którzy grają niezbyt ciekawą piłkę. Ekipa Francji była bezsprzecznie najlepsza na tych mistrzostwach.

Poza tym żyję sprawami firmy i środowiska rzemieślniczego. Od 24 lat jestem członkiem zarządu Cechu Rzemiosł Różnych w Bydgoszczy oraz przewodniczącym sekcji wulkanizatorskiej przy CRR. Jestem przewodniczącym Komisji egzaminacyjnej w zawodzie wulkanizator przy Kujawsko-Pomorskiej Izbie Rzemieślniczej w Bydgoszczy.

Jak jest z egzaminami na czeladników, mistrzów w zawodzie wulkanizatora. W regionie kujawsko-pomorskim nie jest z tym jeszcze tak tragicznie jak w Krakowie, gdzie nie było takiego egzaminu od trzech lat.

- Wulkanizatorstwa jako takiego już nie ma – mówi z nutką żalu pan Feliks. - Bowiem zawód ten został wykreślony z listy zawodów w szkołach zawodowych. Władze rzemieślnicze upominają się o ponowne wpisanie go na te listę. W tym roku egzaminowaliśmy trzech mistrzów i około ośmiu czeladników. Przyznaję, iż egzaminowani prezentowali wysoki poziom wiedzy. To była prawdziwa przyjemność.

Poziom przygotowania zawodowego, praktycznego kandydatów jest dosyć dobry. Gdy zaś chodzi o zasób wiedzy teoretycznej to niestety można mieć wiele do życzenia. Dzisiaj się nie wymaga wykonywania takich rzeczy jak dawniej, np. wycinania łatki, wstawiania wentyla. Trudno byłoby wymagać od takiego młodego człowieka rzeczy, które odeszły w zapomnienie.

Rosną następcy

Synowie Maciej i Grzegorz wrócili na łono rodziny, chociaż tak naprawdę nigdy nie odeszli za daleko. W szkole średniej Grzegorz - o czym wspominaliśmy - odnosił spore sukcesy w wyścigach kartingowych. Zdobył m.in. drużynowe Mistrzostwo Polski, otrzymał puchar ministra kultury i sportu. Pan Feliks z dumą opowiada o sukcesach sportowych synów, bowiem Maciej również uprawiał tę dyscyplinę, chociaż z mniejszymi sukcesami niż młodszy brat.

Rośnie już kolejne pokolenie Landowskich. Starszy syn Maciej ma dwóch następców Konrada – 7 lat i Macieja – 3 lata. Na razie jednak trudno wymagać od tych chłopców zainteresowania firmą i jej sprawami. Ale kto wie czy za lat 10-15 nie pójdą w ślady ojca, dziadka i pradziadka.


Copyright © 2017 Landowscy Opon-lan
projekt i wykonanie: pixodo